piątek, 16 października 2015

To pierwszy rozdział mojej książki. Mam nadzieję, że się spodoba. :)


Rozdział 1

Ashley

-Tato! Zaczekaj!-Krzyknęłam i pobiegłam za ojcem.
-Ashley, dobrze wiesz, że musimy się pospieszyć, bo ucieknie nam statek.
-Mamy jeszcze dziesięć minut. Nie musisz biec! Chcesz, żebym zgubiła się w tym tłumie?
-Nie biegnę, tylko idę szybkim krokiem.-Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.-Uważam, że powinnaś poprawić kondycje.
-Jasne-Mruknęłam-Najlepsza uczennica w-f-u musi poprawić kondycję. Nie chce po prostu wyjeżdżać. Nie śpieszy mi się.
-Kochanie, dobrze wiesz, że musimy jechać.
-Tak, tak wiem. Robiłeś mi już kilka wykładów na ten temat w domu. Szkoda, że nie ma przy mnie Soni…-Zrobiło mi się smutno, gdy o niej pomyślałam. Była moją najlepszą przyjaciółką. Znałyśmy się od dziesięciu lat.
Moja sytuacja wyglądała tak: Była niedziela, a ja zamiast odpoczywać, siedziałam na statku wraz z tatą, gdyż płynęliśmy do Francji do Paryża. Zawsze chciałam go zobaczyć, ale nie mieszkać w nim. Niestety właśnie po to tam zmierzaliśmy. Ojciec dostał podobno jakąś świetną prace i przez 4 miesiące musiał mieszkać w Paryżu, a ja z nim, bo nie miał mnie, z kim zostawić. Nie byłam zadowolona, że musiałam iść do nowej szkoły. Na szczęście umiałam mówić po francusku.
-Ile jeszcze będziemy płynąć?-Pytałam, co chwilę tatę.
-Ashley. Masz siedemnaście lat, a zachowujesz się, jakbyś miała pięć.
-Mnie to nie przeszkadza.-Odparłam.-Wolę być małym dzieckiem, niż wiecznie naburmuszonym…-Nie dokończyłam, gdyż przerwał mi głos kapitana:
-Podróż przedłuży się z powodu kruków, które zasłaniają widoczność statku.
-Z powodu kruków?-Powtórzyłam.-Naprawdę? Kruków? Mamy dwudziesty pierwszy wiek, a podróż przedłuży się z powodu jakiś ptaków?
-Ashley, uspokój się proszę.
-Ok.-Powiedziałam zdenerwowana i spróbowałam zasnąć. Niestety nie udało mi się to. Ptaki strasznie hałasowały.
-Co te..-Zobaczyłam, że taty nie ma obok mnie. Wstałam i wyszłam na, jak to nazwać? Taras statku? Niech będzie. Wyszłam na taras statku i zobaczyłam, że kruki tworzą jakieś dziwne wiry, z których wyskakiwali na ulice ludzie, ubrani na czarno. Myślałam, że mam jakieś zwidy, bo to, co widziałam było, co najmniej dziwne. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie wołał:
-Ashley wejdź do środka. Strasznie wieje.-To był mój tata.
Usiadłam z powrotem na swoim miejscu obok taty. Inni ludzie, również nie byli zadowoleni, że podróż się przedłuży i ciągle marudzili. Miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. Po chwili namysłu spytałam taty:
-Ty też widziałeś tych ludzi, którzy wyskakiwali z wirów? -Wiem. Zabrzmiało to idiotycznie.
-Jakich ludzi? Na pewno ci się przewidziało. To były tylko kruki…tylko kruki.-Powtórzył drugi raz, ale dwa razy ciszej.
Resztę podróży przebyliśmy w ciszy.
-Przepraszamy, za problemy. Można wysiadać.-Odezwał się po około godzinie kapitan.
Wyszliśmy z statku i zabraliśmy bagaże. Tata zadzwonił po taksówkę, która przyjechała po 10 minutach. Podróż z portu do Paryża, nie należała do moich ulubionych. Taksówka była mała i bałam się cokolwiek powiedzieć. Tata siedział wyprostowany obok mnie na tylnych siedzeniach i nie odzywał się. Taksówkarz wyłączył radio, więc w taksówce panowała grobowa cisza. Ulżyło mi, gdy w końcu taksówkarz zdecydował się je włączyć.
 Pojechaliśmy do starego domu mojej babci, która zginęła 2 lata temu. Tata zdecydował jednak, że zostawimy dom, bo kiedyś na pewno nam się przyda. –Powiedział tak wtedy, a ja nie wiedziałam skąd ta pewność. Miał jednak racje, gdyby nie to, musielibyśmy wynająć jakieś mieszkanie lub mieszkać w hotelu.
Wysiedliśmy z taksówki i weszliśmy do domu.
 Był to bardzo, bardzo stary dom, który zbudowano jeszcze przed wojną z Anglią. Hol był długi i szeroki, a na ścianach wisiały obrazy przedstawiające las i…wilki. Zdziwiłam się, że babcia lubiła te zwierzęta. Ja osobiście za nimi nie przepadałam. Były przerażające. Po lewej stronie były drzwi to kuchni i jadalni, a po prawej do salonu i gabinetu. Na końcu korytarza znajdowały się schody. Weszłam do góry. Były tam cztery pokoje mieszkalne i dwie łazienki. Wybrałam sobie pokój z widokiem na mały las. Był dość duży i przestronny, miał beżowe ściany, a podłogę wyłożoną deskami. Okno było duże i szerokie, więc zajmowało połowę ściany. Było odsłonięte, a granatowe firany sięgały ziemi. W pokoju stała szafa, biurko, lustro w brązowej oprawie i duże łóżko z baldachimem.

Rozpakowałam się i zeszłam na kolację. Na dworze było już ciemno, więc stwierdziłam, że jutro zwiedzę okolice. Zjadłam posiłek i udałam się do pokoju. Wzięłam kosmetyki i poszłam do łazienki. Rozpakowałam wszystko i spojrzałam w lustro. Byłam strasznie blada, więc moje czarne włosy bardzo się wyróżniały. Umyłam się i przebrałam w piżamę. Wróciłam do pokoju i podeszłam do okna, by je zasłonić i zobaczyłam wilka. Był czarny, ale widziałam go wyraźnie wśród żółtych kwiatów rosnących przy granicy lasku.